Paweł Sołtys: Rosja to obecnie kraj faszystowski, ale nie z winy Czechowa ani Babla
Trzeba mówić głośno, że Rosja jest obecnie krajem faszystowskim, ale to nie jest wina Czechowa albo Babla. Ale Prilepina już tak, bo napadał na Ukrainę - mówił w Studiu PAP Paweł Sołtys. Pisarz i muzyk zwierzył się też, że chciałby, żeby jego książki zaistniały na scenie. Najbliżej ma do niej „Monolok”.
Paweł Sołtys swą drogę twórczą rozwija dwutorowo. Opublikował cztery książki, ostatnia - „Monolok” - ukazała się w styczniu. 31 października 2025 roku z kolei światło dzienne ujrzał ostatni album grupy Pablopavo i Ludziki - „Lakuna 2”, jak sama nazwa wskazuje, kontynuacja poprzedniej płyty zespołu „Lakuna”. Pablopavo jest także głosem kolektywu Vavamuffin, z którym niebawem wyrusza w trasę koncertową. W Studiu PAP artysta opowiadał o różnych dziedzinach swej działalności, zaznaczając, iż tytuł jednego z poprzednich wydawnictw Pablopavo i Ludzików, „Marginal”, można odnieść do miejsca, gdzie lubi być, pisząc swoje kawałki - te mniejsze i te większe: piosenki i książki.
- Taką pozycję zajmuje wielu pisarzy i artystów innych profesji. Niekoniecznie chcą być w centrum wydarzeń, wolą patrzeć z boku, obserwować, notować, potem budować z tego jakieś światy - mówił Sołtys. - Jeśli ktoś uważnie posłucha moich płyt i przeczyta książki, dojdzie do wniosku, że interesują mnie miejsca trochę z boku. Jeśli Warszawa, to niekoniecznie centrum, ale raczej dzielnice, gdzie spomiędzy płyt chodnikowych wystają badyle. Poza tym chyba zawsze pociągali mnie outsiderzy i outsiderki. Gdy wszyscy słuchali Queen, ja interesowałem się punk rockiem. Wszyscy czytali Cortazara, a ja w „Literaturze na Świecie” szukałem nieznanych Czechów. Wydaje mi się też, że takich książek jak moje już się raczej nie pisze. Moda jest inna, a ja z boku wydeptuję sobie własną ścieżkę. Mam swój zespół, gramy koncerty i dzięki nim opłacamy rachunki, ale skłamałbym, gdybym nie przyznał, że w ostatnich latach więcej namysłu poświęcam literaturze - zaznaczył.
Najnowsza książka - „Monolok”
„Monolok” autor umieścił na warszawskim Grochowie, w dzielnicy, która doczekała się już literackich portretów autorstwa Andrzeja Stasiuka albo Marka Bieńczyka. - Marcin Wicha napisał o Kamionku, są też wspaniałe wiersze Joanny Mueller - dodał pisarz. - Pisząc „Monolok”, miałem trochę obaw, czy przypadkiem nie napiszę książki, którą ktoś już napisał. Pewnie to kwestia przypadku, że wszyscy tak mieszkaliśmy albo mieszkamy. Poza tym Grochów to takie trochę oddzielne miasteczko w środku miasta. To zawsze bardzo wdzięczny temat, bo jak małe miasteczko, to i plotki, a od plotek do literatury jest tylko pół kroku. Ale chyba nie będę już więcej pisał o Grochowie. Wszystko, co miałem o nim do powiedzenia, już powiedziałem - zadeklarował.
Spotkanie w Studiu PAP stało się też okazją, by Paweł Sołtys przypomniał książki dla niego najważniejsze - na różnych etapach życia. - Na pewno na początku byli to bitnicy, Kerouac, Borroughs, ale także Ken Kesey, czyli kontynuator tej fali - wymieniał. - Bo do nich od rock'n'rolla krótka droga. Dziś nie wszystkie te książki uważam za dobre, ale na pewno pokazali mi, że literatura może być frajdą, może przenosić cię w inne światy. Studiowałem rusycystykę, więc ważna była literatura rosyjska - Andriej Płatonow, Czechow, Babel, Pilniak, opowiadania Tołstoja, Czesi z Hrabalem na czele. I czasopismo „Literatura na Świecie”. Kupowałem je od 15. roku życia, było dla mnie oknem na świat. Gdy przeczytałem wiersze konkretystów moskiewskich, postanowiłem iść na rusycystykę, chociaż dostałem się również na polonistykę i filozofię. Zatem „Literatura na Świecie” w jakimś stopniu wpłynęła na moje życie - wspominał.
Autor „Monoloku” odniósł się także do pytania, co z literaturą i kulturą rosyjską robić dziś, wobec pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. - Nie bez przyczyny wymieniłem twórców przeciwnych władzy radzieckiej - podkreślił. - Nieprzypadkowo nie wymieniłem Dostojewskiego, choć był dla mnie istotny. Te kwestie trzeba od siebie oddzielać i mówić głośno, że Rosja jest obecnie krajem faszystowskim, ale to nie jest wina Czechowa albo Babla. Ale Prilepina już tak, bo pojechał na wojnę, napadał na Ukrainę. Dlatego jego książek się pozbyłem. Niektórych rzeczy nie da się usprawiedliwić - zaznaczył.
Sołtys ma za sobą specyficzne doświadczenie - nagranie „Monoloku” w formie audiobooka. - Nie czułem się w tym zawodowcem - opowiadał. - Pracuję głosem, ale to zupełnie inna praca. Nie jestem aktorem ani lektorem. Wydawnictwo (Czarne - PAP) bardzo naciskało, bo ludzie lubią, gdy czyta autor. Jakoś sobie z tym poradziłem, ale kiedy dobry aktor albo aktorka czytają książkę, jest zupełnie inaczej. Przyznam, że chciałbym, żeby się z moimi książkami, choćby z „Monolokiem”, zadziało scenicznie, bo na razie się nie zadziało - zwierzył się pisarz.
Pytany, czy są na to szanse, wziął głębszy oddech i potwierdził. - Z początku myślałem, że to materiał na monodram, ale mój sąsiad Robert Więckiewicz wyprowadził mnie z błędu, mówiąc, że „Monolok” jest na monodram zdecydowanie za długi. Dlatego rozmawiamy - nie mogę jeszcze zdradzić z kim - o formie, gdy na scenie pojawią się także inne przywoływane przez bohatera postaci. Ja jestem tylko głosem doradczym, chociaż książka zaczęła się od monologu, który jakiś czas temu opublikowałem w miesięczniku „Dialog” - podsumował.
Jacek Wakar (PAP)
wj/ miś/ know/