Wybory prezydenckie 2025. Debata wyborcza w TV Republika
Zakończyła się debata wyborcza w TV Republika. Uczestniczyło w niej dziesięciu kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta; udziału w debacie odmówili: kandydat KO Rafał Trzaskowski oraz kandydatka Nowej Lewicy Magdalena Biejat.

To kolejna debata prezydencka w ostatnich dniach. W piątek w Końskich odbyły się dwie debaty: zorganizowana przez Telewizję Republika na rynku z udziałem pięciorga kandydatów oraz debata prowadzona przez dziennikarzy: TVP, TVN i Polsatu i transmitowana przez te stacje z udziałem ośmiorga kandydatów, w tym popieranego przez PiS Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego. Dziennikarka TVP poinformowała w trakcie, że debatę zorganizował komitet wyborczy Trzaskowskiego, a telewizja publiczna przeprowadzi debatę wszystkich kandydatów w maju.
W poniedziałkowej debacie udział wzięli: Karol Nawrocki, kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen, kandydat Trzeciej Drogi Szymon Hołownia, Adrian Zandberg z Partii Razem, Grzegorz Braun (Konfederacja Korony Polskiej), Marek Jakubiak (Wolni Republikanie), a także Joanna Senyszyn, Krzysztof Stanowski, Artur Bartoszewicz oraz Marek Woch.
Udziału w debacie odmówili Biejat oraz Trzaskowski.
Debata była podzielona na bloki tematyczne dotyczące: bezpieczeństwa, gospodarki, służby zdrowia i polityki międzynarodowej.
Wybory prezydenckie odbędą się 18 maja tego roku. Jeśli tzw. II tura będzie konieczna, to odbędzie się 1 czerwca.
Marek Jakubiak przyniósł tekturową podobiznę Trzaskowskiego
Kandydat Wolnych Republikanów na prezydenta Marek Jakubiak na poniedziałkową debatę w TV Republika przyniósł tekturową podobiznę kandydata KO Rafała Trzaskowskiego. W tekturowym państwie Donalda Tuska, tekturowy Rafał Trzaskowski jakby pasuje - tłumaczył Jakubiak.
Zareagował na to Grzegorz Braun. "To jest słabe. Kochany, szanowny pośle Marku, to słabe. Taki dobór podobizny jednego z pretendentów, każdy fotoedytor potrafi znaleźć podobiznę każdego z nas tutaj obecnych. Być może nie taką, która jemu samemu najbardziej by się podobała" - powiedział Braun.
Zwrócił też uwagę, że wśród uczestników debaty nie widzi Macieja Maciaka, który też jest zarejestrowanym kandydatem na prezydenta.
Prowadząca debatę Katarzyna Gójska zaznaczyła, że tekturowa podobizna Trzaskowskiego nie jest pomysłem organizatorów debaty i nie odpowiadają oni za to, że stanęła ona w studiu.
Jakubiak odpowiadając Braunowi powiedział: "W tekturowym państwie Donalda Tuska, tekturowy Rafał Trzaskowski jakby pasuje; ten obrazek mi pasuje". "To, że jego tutaj nie ma, to jest potwarz dla milionów ludzi, którzy dziś by nas oglądali. Arogant postanowił, że dzisiaj jako przedstawiciel największej partii nie weźmie udziału w debacie, dlatego że nie weźmie. Bo pan, bo ja, bo tu wszyscy są niegodni Rafała Trzaskowskiego" - dodał Jakubiak.
Kilka minut później wyniósł ze studia podobiznę kandydata KO.
Niemal wszyscy kandydaci przeciwko wprowadzeniu w Polsce euro
Niemal wszyscy kandydaci uczestniczący w debacie, w tym popierany przez PiS Karol Nawrocki oraz kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen, są przeciwni wprowadzeniu w Polsce waluty euro. Zdaniem kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołowni dyskusja na ten temat jest obecnie "jałowa".
Uczestniczący w debacie kandydaci na prezydenta zostali zapytani o to, czy są zwolennikami rozpoczęcia przez Polskę przygotowań do wprowadzenia euro. Z osób, które złożyły jasne deklaracje w tej sprawie, wszystkie były temu przeciwne.
"Jestem za polską walutą, polskim złotym, jestem też za polską gotówką" - powiedział popierany przez PiS Karol Nawrocki. Zwracając uwagę na coraz wyższe ceny, Nawrocki opowiedział się ze przywróceniem zerowego podatku VAT na żywność, jak również za obniżeniem cen energii.
"Nie powinniśmy dzisiaj myśleć o wprowadzeniu euro, bo na to nie ma dzisiaj przestrzeni, to jest dziś jałowa dyskusja, wywoływanie w ludziach strachów, które nie istnieją. Dziś musimy skupić się na tym, dlaczego mamy najdroższe kredyty hipoteczne w Europie" - powiedział kandydat Trzeciej Drogi Szymon Hołownia.
"Oczywiście jestem przeciwny przyjęciu przez Polskę waluty euro. W polskim interesie jest to, żebyśmy mieli polskiego złotego. Jestem też zwolennikiem prawa do gotówki i bardzo się cieszę, że pan Karol (Nawrocki - PAP) zmienił w tej sprawie zdanie, bo to wasz rząd ograniczał możliwości płatności gotówką" - powiedział kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen.
Również zdaniem kandydata partii Razem Adriana Zandberga na ten moment wprowadzenie euro w Polsce "po prostu nam się nie opłaca". "Powinniśmy zawalczyć za to w ramach Unii Europejskiej o coś, co jest strategicznym interesem Polski, czyli zmiany traktatowe, jeśli chodzi o możliwość finansowania inwestycji publicznych z kredytu" - wskazał.
"Potrzebujemy suwerennej waluty, suwerennej gospodarki" - powiedział dziennikarz Krzysztof Stanowski. "Wolność Polski to polski złoty" - wtórował mu Marek Jakubiak z Wolnych Republikanów.
"Nigdy w życiu, bo to kolejne ograniczenie" - powiedział o potencjalnym wprowadzeniu euro kandydat Bezpartyjnych Samorządowców Marek Woch.
Najdalej w swoim sprzeciwie wobec euro poszedł europoseł Grzegorz Braun. "Precz z euro, precz z eurokołchozem. Trzeba natychmiast zacząć przygotowania do wyprowadzenia wszechwładzy Reichsfuehrerin von der Leyen z Polski" - stwierdził.
Ekonomista Artur Bartoszewicz nie odpowiedział na pytanie wprost, przekonując jednak, że w ramach struktur europejskich odebrano Polsce decyzyjność w sprawach fiskalnych. Była posłanka SLD, ekonomistka, Joanna Senyszyn wskazała natomiast, że euro będzie w Polsce ostatecznie wprowadzone, bo Polska podpisała traktat lizboński.
Kandydaci o wysyłaniu polskich żołnierzy na Ukrainę
Jedna z rund poniedziałkowej debaty w TV Republika dotyczyła bezpieczeństwa. Dziesięciu kandydatów zostało zapytanych, w jaki sposób wykorzystają uprawnienia wynikające z faktu, że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, do zwiększenia bezpieczeństwa Polski w obliczu zagrożenia militarnego przed którym stoi nasz kraj.
Grzegorz Braun (Konfederacja Korony Polskiej) zapewniał, że jako prezydent "nie pośle Polaków na wojnę ukraińską". "Znormalizuję stosunki ze wszystkimi sąsiadami na Wschodzie i na Zachodzie, tak aby Polacy byli bezpieczni" - powiedział.
Kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen również zapewniał, że nie pozwoli wysłać polskich żołnierzy na Ukrainę. "Jeżeli będę prezydentem, żaden polski żołnierz nie trafi na Ukrainę, żaden polski żołnierz nie zginie za Donbas albo Krym" - akcentował. Mentzen wskazywał też, że należy zadbać o większą zdolność polskiego wojska do obrony granicy. W tym kontekście ubolewał nad niskimi zapasami amunicji i tym, że od lat nie powstała w naszym kraju nowa fabryka amunicji. "Polscy żołnierze skarżą się, że oprócz amunicji nie mają podstawowego sprzętu: butów, namiotów śpiworów" - wyliczał. Jak dodał, za niski poziom zapasów odpowiada w szczególności obecny rząd. "To jest bardzo zły rząd. Jeżeli państwo nie chcecie, żeby Tusk miał całą władzę, jeżeli nie chcecie żeby wygrał Trzaskowski, to głosujcie na mnie, bo według wszystkich badań wynika, że mam największe szanse na wygranie z Trzaskowskim w drugiej turze" - przekonywał Mentzen.
Kandydat popierany przez PiS Karol Nawrocki zaznaczył, że bezpieczeństwo informacyjne jest częścią bezpieczeństwa państwa polskiego. "Jako prezydent będę dbał i o dom wolnego słowa i o wolność w polskich mediach" - zaznaczył. Jak dodał, obecnie największym wyzwaniem dla bezpieczeństwa Polek i Polaków jest nie tylko wschodnia, ale i zachodnia granica Polski, która jest nieszczelna. "Jako prezydent będę dążył do jednostronnego wypowiedzenia paktu migracyjnego, i powołam też Urząd ds. walki z nielegalną migracją. My dziś potrzebujemy ośrodków deportacji nielegalnych migrantów, a nie ośrodków integracji nielegalnych migrantów" - podkreślił. Nawrocki dodał, że w kontekście międzynarodowym będzie wzmacniał pozycję Polski w NATO, a także bilateralną relację z USA. Zapewnił, że także nie wyśle polskich żołnierzy na Ukrainę. Ponadto - jak stwierdził - widzi potencjał budowaniu regionalnych sojuszy i wskazał tu Bukaresztańską Dziewiątkę. "Polska ze mną będzie bezpieczna" - podsumował.
Adrian Zandberg z Partii Razem podkreślał, że chciałby aby prezydent oraz inni politycy sprawujący nadzór na wojskiem zadbali o to, by Polska rozbudowała swoje zdolności przemysłowe. Ocenił, że zaniedbaliśmy przemysł chemiczny i nie produkujemy podstawowych substancji chemicznych potrzebnych do produkcji amunicji. "Mamy w złym stanie przemysł stalowy; od niego także zależy nasza zdolność do obrony" - wyliczał. Jak dodał, to odpowiedzialność zarówno obecnego rządu jak i poprzednich, że "przez te wszystkie lata nie postawiliśmy na nogi ani produkcji amunicji, ani wyposażenia osobistego żołnierzy".
Kandydat Trzeciej Drogi Szymon Hołownia ocenił, że prezydent powinien być stróżem honoru polskiej armii. "Mamy wspaniała polską armię, wspaniałych polskich żołnierzy i rozkręcone procesy inwestycyjne" - zapewnił. Przekonywał też, że za jego prezydentury PGZ stanie się co najmniej 50. przedsiębiorstwem zbrojeniowym na świecie. "Będziemy 10-tym eksporterem uzbrojenia i technologii zbrojeniowych na świecie" - mówił.
Joanna Senyszyn oceniła, że wojny nie będzie, więc nie musimy się jej obawiać. "Nie musimy wydawać 5 proc. PKB na zbrojenia, na wojsko. Wystarczy jeśli to będzie 3-3,5 proc." - powiedziała. Dodała, że różnica ok. 90 mld zł rocznie będzie mogła być przeznaczana na inne aspekty bezpieczeństwa Polaków. Wymieniła tu bezpieczeństwo zdrowotne, energetyczne, mieszkaniowe, czy bezpieczeństwo przed drożyzną. Wskazywała też na dyplomację, mówiąc, że niekoniecznie wojska wygrywają wojny, ale dyplomaci. Dlatego jak oceniła prezydent i szef MON muszą w tej dziedzinie mówili jednym wspólnym językiem. Dodała, że wystąpiłaby z dobrym projektem ustawy o obronie cywilnej.
Marek Jakubiak zwracał uwagę, że szef MON ma większe kompetencje niż prezydent, dlatego trzeba przystąpić do budowy nowej konstytucji, w której to właśnie prezydent będzie miał bezpośredni nadzór nad resortem obrony.
Artur Bartoszewicz ocenił, że zwierzchnik sił zbrojnych ma "doprowadzić do siły gospodarki, która doprowadzi do tego, że będzie nas stać na rozwiązania, które są niezbędne". "Chcę żeby Polska miała lotniskowiec, żeby w Polsce było sześć łodzi podwodnych. Chcę, żeby całe społeczeństwo było gotowe do przyjęcia ryzyka związanego z obroną" - dodał Bartoszewicz.
Marek Woch z Bezpartyjnych Samorządowców zwracał uwagę, że gdyby doszło do wojny, to prezydent niczym nie będzie zarządzał, bo "szef Sztabu Generalnego WP staje się naczelnym wodzem". "Nie będziemy mieli takich obrazków jak prezydent Ukrainy, że będzie jeździł po stolicach innych narodów, żeby zdobywać pieniądze na sprzęt, na wojsko" - powiedział.
"Potrzebujemy zwierzchnika sił zbrojnych, który jest odważny i dla mnie w tym momencie wybór jest oczywisty. Wybór może być tylko jeden" - powiedział z kolei Krzysztof Stanowski. Zacytował jednocześnie fragment książki Rafała Trzaskowskiego, pt. "Rafał". "O większego trudno zucha..." - ironizował Stanowski po przeczytaniu fragmentu dotyczącego rekinów.
Pomysły na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia
Kandydaci odpowiadali na pytanie, jaka będzie ich pierwsza inicjatywa w sprawie poprawy funkcjonowania ochrony zdrowia.
Zdaniem kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołowni na ochronę zdrowia w Polsce wydawane jest coraz więcej pieniędzy, a efektów nadal nie widać, wobec czego potrzebne są zmiany systemowe. "Jeśli wiadro nie trzyma wody to jest problem z wiadrem, a nie z ilością wody" - ocenił.
Kandydat partii Razem Adrian Zandberg postuluje uchwalenie ustawy o dojściu do 8 proc. PKB na ochronę zdrowia. Jego zdaniem w budżecie państwa na przyszły rok brakuję 20 mld zł, aby można było utrzymać stan systemu ochrony zdrowia na poziomie, który jest obecnie. Wspomniał też o swojej wizycie u prezydenta Andrzeja Dudy, podczas której namawiał go do zawetowania ustawy o składce zdrowotnej.
Marek Jakubiak z Wolnych Republikanów ocenił, że problemem ochrony zdrowia są przede wszystkim "miliardy urzędników (którzy - PAP) nic nie robią". Dodał, że "zawsze zastanawiał się po co jest NFZ", a za przykład dobrego działania ochrony zdrowia podał Singapur.
Kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen ocenił system ochrony zdrowia w Polsce jako "dziadowski" i beznadziejny, po czym dodał, że należy wzorować się na Niemczech i Szwajcarii, gdzie konkurują ze sobą publiczny i prywatny system ochrony zdrowia.
Dziennikarz Krzysztof Stanowski ocenił, że "NFZ jest w stanie prędzej sprawnie zabić dziecko w 9 miesiącu ciąży" niż wyleczyć człowieka. Zwracał uwagę na sytuację rodziców ciężko chorych dzieci, którzy z powodu braku pomocy NFZ - jak powiedział - "zmuszeni są do uwłaczającego żebractwa". Oprócz tego zarzucił klasie politycznej, że mimo ciągłych obietnic, żaden polityk nie zmienił niczego w działaniu ochrony zdrowia.
Zdaniem Marka Wocha polski system ochrony zdrowia służy realizacji interesów polityków i związanych z nimi środowisk, a nie pacjentom. "Natychmiast trzeba doprowadzić do likwidacji NFZ a pieniądze powinny pójść do samorządów" - postulował.
Grzegorz Braun wymienił bezpieczeństwo zdrowia i życia Polaków jako kwestię najważniejszą obok odzyskania suwerenności i niepodległości Polski. W celu ochrony zdrowia Polaków - jak stwierdził - należy "złamać monopol WHO, wyrzucić do kosza tę szkodliwą politykę" oraz "złamać monopol NFZ i izb lekarskich nękających i prześladujących dobrych lekarzy". "Sprzeciwiam się wprowadzaniu eutanazji tylnymi drzwiami" - dodał.
Jak przekonywał Artur Bartoszewicz, "system nie uzdrowi się wtedy, kiedy wrzucimy do niego więcej pieniędzy". W celu zaspokojenia potrzeb społecznych, w tym ochrony zdrowia obywateli - jak stwierdził Bartoszewicz - należy zbudować silną gospodarkę. "Zacząć trzeba od prostej rzeczy - obywatele Rzeczpospolitej powinni być leczeni w służbie zdrowia finansowanej przez obywateli Rzeczypospolitej. Deficyty, które dzisiaj widzimy, są dlatego, że pozwolono na to, by inne państwo czerpało korzyści z naszego systemu ochrony zdrowia" - przekonywał.
"Nie można robić nic, co spowoduje, że będą mniejsze środki na ochronę zdrowia, dlatego prezydent powinien zawetować ustawę o obniżeniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców" - powiedziała Joanna Senyszyn. Była posłanka SLD jest za tym, aby postawić nacisk na promowanie profilaktyki, w tym szczepień. "Jako prezydent zaproponuję, aby składka zdrowotna była obniżona dla tych, którzy wykażą się kompletem szczepień" - powiedziała.
Kandydat popierany przez PiS Karol Nawrocki obarczył winą za to, co dzieje się w Polsce, w tym sytuację w służbie zdrowia rząd i Szymona Hołownię, który jest współodpowiedzialny za jego działania. "Najbardziej szkodliwe dla zdrowia Polaków jest to, że rządzi rząd Donalda Tuska" - stwierdził Nawrocki. Jego zdaniem "wszystko prowadzi do jednego - do tego, żeby Donald Tusk po zwycięstwie Rafała Trzaskowskiego mógł sprywatyzować system ochrony zdrowia". "Nie dla prywatyzacji publicznej służby zdrowia" - oświadczył.
O zagrożeniach dla polskiej suwerenności
W trakcie debaty kandydaci zostali zapytani, czy są zwolennikami poszerzenia kompetencji Unii Europejskiej kosztem państw narodowych, a w przyszłości przekształcenia Unii w rodzaj europejskiego państwa.
Szymon Hołownia stwierdził, że nie ma w tej chwili ani takiej potrzeby, ani takiego planu. "Prezydent powinien jasno stać na stanowisku, i tak będę robił, że Polska musi być silnym graczem w Unii Europejskiej, silnym mocarstwem lokalnym. Musi też być silna w innych sojuszach, bo siłą Polski są wielostronne sojusze" - podkreślił. "Musimy dzisiaj nie straszyć ludzi wojną, bo jej nie będzie, ale siłą pokazywać, że nie można z nami zaczynać. I siła Polski jest dzisiaj, między innymi w tym, że jest w Unii Europejskiej” - dodał.
Europoseł Grzegorz Braun nawoływał do odzyskania "wyprzedawanej na raty niepodległości". "Polska dzisiaj podporządkowana rozmaitym organizacjom międzynarodowym. Władze warszawskie jako bezwolni wykonawcy woli imperialnej, wygłaszanej przez różne ambasady. Odzyskajmy niepodległość, bo (…) stracimy wszystko, staniemy się marginalizowaną mniejszością we własnym kraju” – mówił.
Marek Jakubiak zauważył, że dzisiejsza Unia różni się od tej sprzed lat. "To była Unia, która składała się z narodowych państw. To była Unia, która miała mieć wolny handel. To nie miała być niemiecka Unia, na litość boską. Nie możemy ryzykować Polską. Unia Europejska się federalizuje – to jest fakt” – wskazał.
Adrian Zandberg podkreślił zaś, że w interesie Polski jest pogłębiona współpraca w ramach UE. "Trzeba bardzo mocno zamykać oczy, żeby nie dostrzec tego, że świat przez ostatni rok bardzo mocno się zmienił i że gwarancje bezpieczeństwa do których się przyzwyczailiśmy nie są już tak pewne jak niegdyś. My potrzebujemy budować pogłębioną współpracę u nas, w regionie i w Europie” - powiedział. "Potrzebujemy też silniejszej gospodarczo niż dzisiaj Europy. Europa, a wraz z nią my, przegrywamy konkurencję z USA i z Chinami. Musimy szybko zwiększyć inwestycje. Jeśli tego nie zrobimy, to Europa po prostu się posypie. A jeśli Europa się posypie, to znajdziemy się w sytuacji, którą możemy z przerażeniem obserwować na wschód od naszej granicy" - dodał.
Krzysztof Stanowski ironizował, jak fantastyczny jest pomysł wspólnej Europy. "Jeden rząd - skoro Polacy nie potrafią rządzić, to może ktoś inny by to zrobił lepiej. Brak granic, piękna migracja, różnorodność. Przyjechaliby do nas przybysze ze wszystkich zakątków świata. Byśmy dali im chyba jakieś pieniądze. Potem na pewno by się zintegrowali, na pewno poszliby do pracy i zaczęli budować polskie PKB. Byłoby bardzo bezpiecznie - tak bezpiecznie, jak dzisiaj w innych krajach w Europie" - powiedział.
Marek Woch zauważył, że obecne kraje UE od zawsze w chwili kryzysu zwracały się o pomoc do Stanów Zjednoczonych. Przyznał, że obawia się zagrożenia nie tylko ze Wschodu, ale i z Zachodu.
Zdaniem Artura Bartoszewicza "głowa narodowego państwa" to podstawowy fundament bezpieczeństwa i relacji międzynarodowych. "Nie ma możliwości, żebyśmy nie zastosowali prostych rozwiązań, które stosuje się w relacjach międzynarodowych. Wprowadzamy 100 proc. zasady wzajemności. Dokładnie tak traktujemy inne państwa, jak one traktują nas. Nigdy głowa państwa nikomu się nie ukłoni. Jeżeli polscy politycy podczas ostatnich trzech lat owijali się we flagę ukraińską i reprezentowali interesy ukraińskie, to znaczy, że nie są godni do pełnienia funkcji głowy państwa” – ocenił.
Była posłanka SLD Joanna Senyszyn zauważyła, że gdybyśmy byli bardziej zintegrowani w ramach UE, "nie musielibyśmy się martwić, że 500 mln obywateli UE bez pomocy 340 mln obywateli amerykańskich nie poradzi sobie ze 140 mln Rosjan". "Większa integracja byłaby bardzo dobra, ale to wcale nie oznacza, że musimy rezygnować z ambicji narodowych. Powinniśmy mieć silne, polskie, zawodowe, dobrze wyszkolone i dobrze uzbrojone wojsko, jak i armię europejską. I wtedy nie musielibyśmy się bać Rosji i nie musielibyśmy się bać, tego, że Amerykanie nie zechcą nam pomóc, że zechcą nam wręcz przeszkadzać" – powiedziała.
Karol Nawrocki zadeklarował, że jest przeciwko wszystkim próbom centralizacji działania Unii Europejskiej i Brukseli. "Nie chcę, żeby za 20 lat w Polsce mieszkali obywatele Unii Europejskiej polskiego pochodzenia” - powiedział. Zapewnił, że jako prezydent zajmie się "naprawieniem relacji z państwem niemieckim i przywróceniem partnerstwa". "Bo to, co dziś robi rząd Donalda Tuska, to jest odwrócony hołd pruski” - ocenił. Dodał, że Polska potrzebuje też partnerskich relacji z Ukrainą. "Geopolityczny interes bezpieczeństwa dla państwa polskiego, odepchnięcie postsowieckiej federacji rosyjskiej - tak, ale na to, żeby Polska stała się przedsiębiorstwem pomocniczym państwa ukraińskiego, nie ma na to mojej zgody" - podkreślił.
Sławomir Mentzen zapewnił, że jako prezydent nie pozwoli na dalsze przekazywanie Unii Europejskiej kompetencji polskiego rządu. "Nie zgodzę się na kolejne traktaty unijne, na odebranie Polsce prawa weta. Nie zgodzę się na przyjęcie przez Polskę waluty euro. Zielony Ład kosztuje po 250 tys. zł od Polaka - koniec z Zielonym Ładem, to trzeba jak najszybciej odrzucić. Pakt migracyjny - nie można pozwolić na to, żeby Niemcy podrzucali nam nielegalnych migrantów. To są ich migranci i ich problem, a nie nasz" – powiedział kandydat Konfederacji.
Nawrocki "gotowy do dyskusji wokół statusu osoby najbliższej"
Popierany przez PiS kandydat na prezydenta Karol Nawrocki powiedział podczas debaty, że jest gotowy do dyskusji wokół statusu osoby najbliższej. Ale nie może społeczność LGBT oczekiwać ode mnie tego, że będę forsował, czy zajmował się ich sprawami - zaznaczył.
Podczas rundy wzajemnych pytań dotyczących praworządności Joanna Senyszyn zapytała Nawrockiego czy jeśli zostanie prezydentem będzie walczył o "równouprawnienie tęczowej społeczności".
"Będę prezydentem wszystkich Polaków, ale społeczność LGBT nie może czekać, czy być gotowa na to, abym się nimi szczególnie zajął" - odparł kandydat popierany przez PiS.
Jak zaznaczył, w Polsce homoseksualizm nigdy nie był penalizowany. Dodał, że osoby LGBT mają prawa.
"Jestem gotowy do podpisania i do dyskusji wokół statusu osoby najbliższej, ale nie może ani pani profesor, ani społeczność LGBT oczekiwać ode mnie tego, że będę forsował, czy zajmował się ich sprawami" - powiedział Nawrocki. "Ja w ogóle jestem za tym, aby kwestie seksualne, prywatne pozostawały poza życiem politycznym" - dodał.
"Myślę, że ten pan, który nie przyszedł (na debatę - PAP), Rafał Trzaskowski, któremu ostatnio wręczyłem flagę LGBT, będzie lepiej zajmował się społecznością LGBT" - dodał, nawiązując do debaty wyborczej w Końskich, która odbyła się w piątek.
Propozycje dotyczące zwiększenia udziału społeczeństwa w życiu publicznym
Częstsze korzystanie z instytucji referendum, możliwość podpisywania się pod listami poparcia przez mObywatela, zmiany w okręgach wyborczych - to niektóre propozycje dotyczące zwiększenia udziału społeczeństwa w życiu publicznym, które przedstawili kandydaci na prezydenta.
Artur Bartoszewicz stwierdził, że referendum musi być mechanizmem powszechnej komunikacji głowy państwa z obywatelami. "Jeśli zostanę prezydentem to zagwarantuję możliwość wypowiadania się w każdym temacie" - powiedział.
Zdaniem Sławomira Mentzena w pierwszej kolejności należy wprowadzić możliwość podpisywania się pod listami poparcia przez mObywatela, a nie - jak powiedział - "poprzez obecny system, który niestety prowadzi do oszustw i nadużyć". Według kandydata Konfederacji, należy obniżyć próg poniżej którego referendum jest nieważne.
W ocenie Adriana Zandberga należy ograniczyć rolę, jaką pieniądze odgrywają w polityce. Według niego, "marnowane są olbrzymie pieniądze na kampanie wyborcze na wielkie billboardy, reklamy itd." Problemem, jak kontynuował, są też dopuszczalne wysokie wpłaty prywatne na kampanie wyborcze.
Karol Nawrocki przypomniał deklarację, że "jako prezydent zorganizuje i zwróci się do Senatu w sprawie referendum o odrzucenie Zielonego Ładu", a także, "jeśli politycy się nie dogadają, to o referendum w sprawie wymiaru sprawiedliwości".
Krzysztof Stanowski stwierdził zaś, że należy zabronić referendów i jakiejkolwiek aktywności obywatelskiej. Zwracając się do obywateli Stanowski powiedział, że marnują politykom czas zbierając podpisy pod różnymi projektami. "Przestańcie uprzykrzać politykom życie. Oni nie są od tego, żeby was słuchać" - dodał.
Marek Woch wskazał, że Bezpartyjni Samorządowcy w styczniu złożyli projekt ustawy zmian w Konstytucji obniżający próg referendalny.
Według Joanny Senyszyn, aby Polacy mieli większy wpływ na stanowienie prawa przede wszystkim trzeba nie dopuścić, "aby do Sejmu powstały okręgi jednomandatowe, a do Senatu trzeba okręgi jednomandatowe zlikwidować".
Szymon Hołownia powiedział, że bardzo ceni uczestnictwo obywateli w procesie legislacyjnym. Zwrócił uwagę, że już 40 tys. obywateli skorzystało z wprowadzonego przez niego mechanizmu konsultacji społecznych ustaw procedowanych w Sejmie. "Uważam, że trzeba pomyśleć nad tym, czy w konstytucji nie wprowadzić instytucji obowiązkowego referendum, jeśli będzie nie 500 tys., a 2-3 mln podpisów" - dodał Hołownia.
Grzegorz Braun stwierdził, że należy zmniejszyć liczbę posłów i senatorów. W jego ocenie, należy też zmienić Kodeks wyborczy oraz Konstytucję "tak, żeby zaprowadzić rządy prezydenckie".
Marek Jakubiak podkreślił, że Kukiz 15, czyli formacja w której kiedyś był weszła do Sejmu z postulatami, które miały m.in. doprowadzić do zmniejszenia progów frekwencyjnych tak, żeby - jak mówił - "właściwie przeprowadzone referenda miały jakikolwiek skutek". "Niskie progi referendalne to jest nasz przyszły obowiązek" - zaznaczył Jakubiak.
rpo/ sza/ iwo/ sno/ ktl/ rbk/ mrr/ ep/ ał/