Sprawa "zgwałconej 14-latki". Minister zdrowia odsłania szczegóły ogromnej manipulacji

2023-02-09 14:22 aktualizacja: 2023-02-09, 22:53
Kobieta w ciąży, fot. PAP/Andrew Matthews
Kobieta w ciąży, fot. PAP/Andrew Matthews
Rzecznik praw pacjenta w swoim postępowaniu ustalił, że żadna z placówek nie odmówiła legalnej aborcji kobiecie, która zaszła w ciążę w efekcie gwałtu. Okazało się też, że chodzi o osobę dorosłą, a nie o 14-latkę. "W tej sprawie mieliśmy do czynienia z kolosalną manipulacją" – ocenił minister zdrowia Adam Niedzielski.

Media podawały, że lekarze z podlaskich szpitali odmówili aborcji 14-letniej dziewczynce z niepełnosprawnością intelektualną, powołując się na klauzulę sumienia. Chodziło o ciążę będącą następstwem gwałtu. Zabieg ostatecznie miał odbyć się w Warszawie, dzięki interwencji Federacji na Rzecz kobiet i Planowania Rodziny, która poinformowała o sprawie.

Prokuratura Krajowa przekazała potem, że jedna z białostockich prokuratur prowadzi śledztwo w sprawie wykorzystania seksualnego niepełnosprawnej 24-letniej kobiety, dementując doniesienia, że ofiara miała 14 lat. Sprawca na początku roku usłyszał zarzuty popełnienia przestępstwa z art. 198 Kodeksu karnego, czyli seksualnego wykorzystania niepoczytalności lub bezradności. Grozi mu za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

W czwartek we Wrocławiu na konferencji prasowej rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec przedstawił wyniki raportu na temat tej sprawy, który został przygotowany na polecenie ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

Rzecznik poinformował, że sprawa nie dotyczy 14-latki, ale osoby dorosłej, która 29 grudnia ub.r. w trzy godziny od wydania przez prokuraturę zaświadczenia o możliwości wykonania legalnej aborcji, miała przeprowadzony taki zabieg w jednym w warszawskich szpitali.

"Wcześniej odbyła się konsultacja psychiatryczna i konsylium, po którym specjaliści ocenili, że pacjentka jest świadoma tego, że jest w ciąży i jaki zabieg ma być wykonany. I tego samego dnia, czyli 29 grudnia, taki zabieg został wykonany. Następnego dnia pacjentka opuściła szpital" – powiedział Chmielowiec.

Dodał, że nie potwierdziła się informacja, że w jakiejkolwiek placówce medycznej ma Podlasiu odmówiono wykonania zabiegu legalnej aborcji tej pacjentce.

"Żaden ze szpitali nie potwierdził, że doszło do takiej sytuacji, czyli do odmowy wykonania aborcji. Zebrany materiał, wyjaśnienia placówek szpitalnych, zebrana dokumentacja, ale również rozmowa z personelem, bo takie rozmowy były prowadzone na miejscu, nie potwierdziły, że tejże pacjentce odmówiono dokonania legalnej aborcji" – powiedział rzecznik praw pacjenta.

Niedzielski: mieliśmy do czynienia z kolosalną manipulacją

Minister Zdrowia Adam Niedzielski ocenił, że zebrane w tej sprawie informacje wskazują, że mieliśmy do czynienia z kolosalną manipulacją.

"Ta kolosalna manipulacja z całą pewnością była obliczona na wywołanie pewnych emocji. Pewnych emocji społecznych i piętnowania różnych rozwiązań, a przede wszystkim tego, co było w jakby centrum uwagi w tej sytuacji, czyli tzw. klauzuli sumienia" – powiedział Niedzielski.

Dodał, że przy okazji tej sprawy resort przeanalizował, jak w innych państwach w Europie "ma się instytucja klauzuli sumienia". Okazało się, że w blisko 30 krajach Europy taka klauzula obowiązuje.

"Jednak niezależnie od tej klauzuli zarówno ja jako minister zdrowia, jak i rzecznik praw pacjenta, będziemy zawsze stali na straży egzekwowania praw pacjenta. W tym przypadku prawa pacjenta do terminacji ciąży. Jeżeli wszystkie warunki były spełnione, to tak jak państwo widzicie w tym przypadku, dosłownie trzy godziny po wydaniu zaświadczenia przez prokuraturę, odpowiedni zabieg się odbył. I wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z literą prawa" – powiedział Niedzielski.

Minister zaapelował "szczególnie do mediów, które starają się relacjonować w dużych emocjach różne sytuacje", by stosowały kryterium obiektywizmu w weryfikacji informacji, które dostają z różnych źródeł.

"A państwu pozostawiam ten duży znak zapytania, co było celem tak ogromnej manipulacji" – dodał Niedzielski.

Minister, pytany, czy resort przewiduje jakąś reakcję, np. prawną na tę prowokację medialną, nie wykluczył takiej możliwości.

"Ja bym to pytanie trochę odwrócił w kierunku mediów. Jak to jest możliwe, że przechodzi przez filtr mediów, które przecież powinny weryfikować otrzymane informacje, tak niewiarygodna manipulacja. Tak, że mówimy o 14-latce, mówimy o odmowach, a żaden z tych elementów nie miał miejsca. My na razie nie przewidujemy konkretnych działań prawnych w stosunku do tej fundacji, która poddała manipulacji informacje, ale też nie stawiam jeszcze ostatecznej kropki, bo będziemy się zastanawiali. Niestety, mamy takie przekonanie, że intencja tej manipulacji była dosyć oczywista w sensie wzbudzenia emocji społecznych" – powiedział Niedzielski.

Rzecznik rządu: ta sytuacja nie miała miejsca

W czwartek sprawę odmowy wykonania aborcji u 14-latki skomentował także rzecznik rządu Piotr Müller. Wskazał, że ta sytuacja "nie miała miejsca".

"Nie było takiej osoby. Ta informacja, która była podawana przez wiele dni przez stację TVN oraz inne stacje telewizyjne, nie miała miejsca. Wynika to z raportu rzecznika praw pacjenta, który został dzisiaj opublikowany" – wyjaśnił.

Podkreślił, że RPP, po wielodniowym zweryfikowaniu tej informacji, zdementował ją. "Okazuje się, że była faktycznie inna osoba (...), to była osoba dorosła, kobieta, która dokonała faktycznie aborcji, ponieważ doszło do gwałtu i zgodnie z przepisami prawa miała taką możliwość. Te procedury zostały zrealizowane" – powiedział.

Müller zaapelował do stacji TVN i innych mediów, które powielały tę nieprawdziwą informację, aby ją sprostowały i wyjaśniły, dlaczego przez tak wiele dni ta informacja była powtarzana mimo braku weryfikacji.

"W aktualnych przepisach prawa prawo do aborcji jest możliwe, gdy ciąża pochodzi z czynu zabronionego oraz gdy jest zagrożenie zdrowia lub życia matki. Te przepisy aktualnie obowiązują i one są w Polsce przestrzegane" – podkreślił.

"Wiek dziewczyny nie ma znaczenia"

Rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zaapelował, by zgłaszały się bezpośrednio to jego biura osoby, które miały problemy z wykonaniem legalnej aborcji lub które mają zastrzeżenia do zachowania personelu medycznego. Mogą to też robić anonimowo.

Prezeska Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny "Federa" Krystyna Kacpura przyznała, że nie weryfikowała wieku dziewczyny, która wskutek wykorzystania seksualnego zaszła w ciążę i której na Podlasiu miano odmówić aborcji.

"Do końca 12. tygodnia, gdy ustaje możliwość przerwania ciąży z gwałtu, zostało w tamtym momencie półtora dnia, musiałyśmy działać natychmiast" – powiedziała na początku lutego w rozmowie z PAP prezeska Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny "Federa" Krystyna Kacpura.

Tłumaczyła, że rozmawiając z ciocią dziewczyny aktywistki, usłyszały, że chodzi o nastolatkę, choć kobieta równie dobrze mogła powiedzieć, że dziewczyna jest "jak 14-latka".

"Rozumiemy, że sprzeczne informacje dotyczące wieku pokrzywdzonej mogą dziwić. Rodzina pokrzywdzonej przekazała nam, że zdecydowanie chce pozostać anonimowa. Ich wola jest dla nas najważniejsza, jesteśmy gotowe chronić anonimowość zgłaszających, zwłaszcza tak skrzywdzonych przez system" – zadeklarowała jednocześnie fundacja "Federa".

Jej prezeska powiedziała też, że wiek dziewczyny nie ma znaczenia, ważniejszym aspektem tej sprawy jest, że szpitale na Podlasiu, które według niej odmówiły dziewczynie aborcji, twierdzą, że nie znają sprawy. "Nikt nie przyznaje się władzy do złamania prawa" – dodała. (PAP)

Autor: Roman Skiba

js/mmi/