Partyzanci z Krymu: oczekując na wyzwolenie, niszczymy rosyjskie składy amunicji, porty i lotniska

2023-06-13 07:02 aktualizacja: 2023-06-13, 22:05
Ukraińscy żołnierze. Fot. PAP/EPA/OLEG PETRASYUK (zdjęcie ilustracyjne)
Ukraińscy żołnierze. Fot. PAP/EPA/OLEG PETRASYUK (zdjęcie ilustracyjne)
Oczekując na wyzwolenie spod rosyjskiej okupacji, niszczą sprzęt wojskowy, podpalają składy amunicji oraz atakują porty i lotniska przeciwnika – PAP dotarła do działającego na zajętym przez Rosjan Krymie oddziału partyzanckiego, który przedstawia się jako Krymskie Mewy Bojowe.

„Lokalnie paliliśmy samochody i pojazdy wojskowe z raszystowskimi (rosyjskimi) symbolami wojennymi. Były również eksplozje na dużą skalę: Sewastopol, Armiańsk, Jałta, Dżankoj, Symferopol, Eupatoria, Bałakława, Belbek. W większości są to składy wojskowe, lotniska, składy paliw, porty morskie i lokalizacje sprzętu wojskowego rosyjskich sił zbrojnych” – mówią Mewy.

Twierdzą, że jest ich prawie tysiąc i nie są jedyną formacją ukraińskiego podziemia na Półwyspie. W ich szeregach znajdują się Ukraińcy i krymscy Tatarzy. Skontaktowaliśmy się z nimi za pośrednictwem zaufanego i sprawdzonego źródła, związanego z Siłami Zbrojnymi Ukrainy. Krymskie Mewy odpowiedziały na pytania PAP pisemnie.

„Krymskie Bojowe Mewy są oddziałem partyzanckim. Nasz główny trzon sformował się po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę, ale jest wśród nas wielu takich, którzy byli aktywni i stawiali opór od 2014 roku, od początku okupacji półwyspu” – wyjaśniają.

„Pomimo życia pod okupacją nasi ludzie cały czas wykazywali aktywne proukraińskie stanowisko: uczestniczyli w procesach okupantów nad naszymi obywatelami i rozpowszechniali prawdziwe informacje o przebiegu wydarzeń. Cały czas wierzyliśmy i wierzymy, że Ukraina wyzwoli półwysep” – podkreślają.

Krymskie Mewy Bojowe jako jednostka ruchu oporu zawiązała się wiosną ubiegłego roku. Jej członkowie tłumaczą, że ich praca w dużej mierze opiera się na współdziałaniu z zaangażowanymi w sprawy ukraińskie obywatelami oraz szybkości, która pozwala ukryć się przed wrogiem.

Większość należących do ruchu Mew mieszka bezpośrednio na Krymie. Inni musieli opuścić półwysep ze względów bezpieczeństwa. Jeszcze inni „po prostu podróżują” na Krym z części kontynentalnej Ukrainy - informują.

Na początku partyzanci zajmowali się wojną informacyjną. Rozpowszechniali plakaty, wzywające okupantów i kolaborantów do ucieczki do Rosji. Następnie zaangażowali do walki „utalentowanych hakerów”, którzy włamywali się na konta osobiste Rosjan i ich wspólników i zastraszali ich znalezionymi tam informacjami.

„Mamy wiele celów, ale zwracamy szczególną uwagę na te działania okupantów, które wzmacniają reżim okupacyjny i prześladują naszych obywateli. Część naszej pracy obejmuje fizyczne działania mające na celu destabilizację możliwości okupantów” – podkreślają.

"Oni wszyscy muszą stanąć przed wymiarem sprawiedliwości”

Krymskie Mewy Bojowe chwalą się, że ich aktywność wzbudza panikę wśród okupantów i kolaborantów, którzy po głośnych akcjach decydują się na ucieczkę z Krymu.

„Z drugiej strony sporządzamy także listy osób, które popełniły przestępstwa przeciwko naszym obywatelom. Jest to ważne dla przyszłości, ponieważ wszyscy oni muszą stanąć przed wymiarem sprawiedliwości” – deklarują.

Mewy mówią również, że cieszą się dużym wsparciem wśród nastawionych proukraińsko mieszkańców Półwyspu Krymskiego.

„Mamy duże wsparcie. Często otrzymujemy słowa wdzięczności w wiadomościach na naszych profilach społecznościowych. Oczywiście, każda nasza akcja oporu budzi dodatkową nadzieję w obywatelach Ukrainy. Dlatego jesteśmy bardzo zwięźli w naszych działaniach informacyjnych, nigdy nie składamy pustych obietnic i mówimy o działaniach po fakcie. To buduje do nas zaufanie” – twierdzą.

Zaznaczają jednocześnie, że w swoich akcjach nigdy nie lekceważą możliwości rosyjskich służb bezpieczeństwa czy też armii przeciwnika.

„Nie powinniśmy ich lekceważyć, to prawda. Jednak przegrywają oni pod bardzo ważnym względem: my znamy kontekst Krymu, jego terytorium i ludzi. Dlatego, pomimo ich zasobów i pewnego wyszkolenia, nadal możemy z nimi walczyć i robić to na dość dobrym poziomie” – wyjaśniają.

„Często jednak podejmowane są próby zastraszania nas, a nawet przedostania w jakiś sposób w nasze szeregi, ale ich intencje są bardzo łatwe do wykrycia. Czasami zastraszanie przybiera inne formy. Ostatnio (Rosjanie) fałszywie oskarżyli niewinnych ludzi o rzekomy udział w naszym podziemnym przywództwie, chociaż ci oskarżeni nigdy nie należeli do Mew. Oni po prostu pozostali lojalni wobec Ukrainy” – dodają.

Pytani o przygotowania do wyzwolenia Krymu spod rosyjskiej okupacji, partyzanci ujawniają, że gromadzą informacje na temat lokalizacji sił przeciwnika oraz sprzętu, a także monitorują nastroje mieszkańców półwyspu.

„Rosjanie próbują stworzyć próżnię informacyjną, więc pracujemy również nad tym, aby nasi obywatele otrzymywali prawdziwe informacje o przebiegu wojny i działaniach na rzecz wyzwolenia Półwyspu Krymskiego” – deklarują.

Według Krymskich Mew rosyjskie władze okupacyjne w oczekiwaniu na kontrofensywę Sił Zbrojnych Ukrainy nasilają represje wobec ludności cywilnej na Krymie.

„Ludzie są zwalniani z pracy i wydalani ze szkół i uczelni, przez co stają się ostrożniejsi w swoich wypowiedziach, zwłaszcza publicznych. Ale takie działania ze strony okupantów mają też drugą stronę, ponieważ protesty niektórych ludzi stają się coraz bardziej radykalne. To daje dodatkową nadzieję, że Krym już wkrótce powróci do Ukrainy” – oświadczają partyzanci z Krymskich Mew Bojowych.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

mmi/