Wirusolog: przeciwko małpiej ospie mamy skuteczne szczepionki. Bardziej obawiam się nowych odmian SARS-CoV-2

2022-05-28 09:56 aktualizacja: 2022-05-28, 14:26
Fot. PAP/Adam Warżawa
Fot. PAP/Adam Warżawa
Małpia ospa jest medialna, ale mamy przeciwko niej skuteczne szczepionki. Bardziej obawiam się nowych odmian SARS-CoV-2. Chiny po raz kolejny mogą stać się przyczyną wybuchu kolejnej fali zachorowań – mówił w rozmowie z PAP wirusolog dr Paweł Zmora.

Kierownik Zakładu Wirusologii Molekularnej Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu dr Paweł Zmora w rozmowie z PAP przyznał, że małpia ospa „jest bardzo medialna”, ponieważ wywołuje bardzo specyficzne symptomy. „Z drugiej strony cały świat zainteresował się małpią ospą, bo cały czas szukamy wspólnego elementu łączącego osoby, które zachorowały na nią w Portugalii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii” – powiedział.

Wskazał, że do tej pory przypadki zachorowania na małpią ospę były związane z podróżami do państw środkowoafrykańskich, bądź kontaktami ze zwierzętami z tego regionu. Dodał, że w przypadku nowych zachorowań w Europie w ostatnich dniach, wykluczono możliwość zakażenia w trakcie podróży do krajów tropikalnych i do tej pory nie zidentyfikowano czynnika odpowiedzialnego za zakażenie, co jeszcze bardziej podsyca zainteresowanie opinii publicznej.

„Musimy jednak pamiętać, że przeciwko małpiej ospie mamy skuteczne szczepionki – dostępne w Europie szczepionki przeciwko ospie prawdziwej, które chronią również przed małpią ospą, jak i nowsze szczepionki konkretnie przeciwko małpiej ospie, m.in. dopuszczone do użytku w 2019 r. w USA. I mamy dostępne leki przeciwko tego typu wirusom, takie jak na przykład tekowirymat. W tym przypadku nie obawiałbym się epidemii o takiej skali jak pandemia wywołana przez koronawirusa” – wskazał.

„Musimy pamiętać, że małpia ospa to nie koronawirus. To nie jest choroba, która przenosi się tak łatwo jak SARS-CoV-2. Żeby się nią zarazić, trzeba mieć bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi zakażonego, bądź trwale pozostawać z nim w kontakcie” – dodał.

Przyznał, że na zainteresowanie małpią ospą wpłynął również fakt, iż w latach 80. XX w. w ZSRR pracowano nad zastosowaniem małpiej ospy jako broni biologicznej. „Należy uspokoić społeczeństwo – małpia ospa, zwłaszcza u osób, które były zaszczepione przeciwko ospie prawdziwej, czyli urodzonych przed 1980 r., nie powinna stanowić zagrożenia. Szczepionka przeciwko ospie prawdziwej w większości przypadków chroni przed małpią ospą” – podkreślił ekspert.

„Bardziej obawiam się tego, co będzie dziać się jesienią i nowych odmian SARS-CoV-2” – zaznaczył.

Jak podkreślił, pandemia trwa, a informacje o opanowaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa w Chinach mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości.

„Informacje, jakie płyną ze świata nauki wskazują, że niestety, chińska szczepionka przeciw SARS-CoV-2, oparta o inaktywowanego wirusa, nie spełnia swojego zadania. Jej skuteczność jest zdecydowanie niższa niż szczepionek opartych na technologii mRNA czy preparatów firm AstraZeneca i Johnson&Johnson. Zatem Chiny po raz kolejny mogą stać się przyczyną wybuchu kolejnej fali zachorowań” – wskazał Zmora.

Naukowiec podkreślił, że według dostępnych oficjalnych danych z sekwencjonowania koronawirusa w Chinach dominuje obecnie wariant omikron. „Ale czy rzeczywiście tak jest? Musimy mieć na uwadze to, że dane z Chin po części są filtrowane przez tamtejszy aparat partyjny i nie do końca muszą odzwierciedlać rzeczywistość” – zaznaczył.

Wirusolog ocenił, że zniesienie w Polsce stanu epidemii 16 maja było przedwczesne, a polskie społeczeństwo nie osiągnęło odporności populacyjnej przeciwko SARS-CoV-2.

„Zdecydowanie odporność populacyjną powinniśmy opierać tylko i wyłącznie na szczepieniach, a nie na przechorowaniu COVID-19, zwłaszcza tym łagodnym czy bezobjawowym, dlatego, że niestety, nie pozostawia ono trwałej odporności w naszym organizmie. To z kolei może spowodować, że jesienią będziemy wprowadzać stan epidemii po raz kolejny i po raz kolejny system ochrony zdrowia będzie kierował wszystkie siły do walki z COVID-19” – powiedział.

Ekspert podkreślił, że przez wysoką zakażalność wariantu omikron najnowsze dane wskazują, iż odporność populacyjną na koronawirusa można uzyskać przy poziomie 90-95 proc. wyszczepienia społeczeństwa. „Czyli jest to porównywalne z odpornością wymaganą przy ochronie populacji przed wirusem odry” – zaznaczył. Według ostatnich danych Ministerstwa Zdrowia w Polsce w pełni zaszczepionych przeciw SARS-COV-2 jest prawie 22,5 mln osób.

Naukowiec ocenił, że najbliższej jesieni sezon zachorowań na COVID-19 może rozpocząć wariant omikron, przy czym niekoniecznie będzie on odpowiedzialny za wszystkie zakażenia przez cały okres jesienno-zimowy. „Obawiam się, że w związku z dużą liczbą nowych przypadków wariant omikron będzie mutował, a sezon jesienno-zimowy będzie kończył się z innym, nowym wariantem SARS-CoV-2. Niestety, w chwili obecnej nie wiemy, w jakim kierunku wirus będzie ewoluował i czym może nas zaskoczyć” – powiedział.

Wirusolog zwrócił również uwagę, że polskie społeczeństwo straciło odporność populacyjną przeciwko wirusowi odry. „Dlatego, że ruchy antyszepionkowe są bardzo silne w naszym kraju, a rodzice, niestety często nie szczepią dzieci m.in. przeciwko odrze. A w tej chwili musimy pamiętać, że mamy też bardzo dużą liczbę uchodźców z Ukrainy, którzy również nie są szczepieni na odrę” – zaznaczył.

„Rok do roku na Ukrainie odnotowywano kilka tysięcy przypadków zachorowań na odrę. To zaczyna być naprawdę poważne zagrożenie epidemiologiczne" – powiedział.

Zmora ocenił, że zwiększona liczba przypadków odry może wystąpić jeszcze w tym roku. „W przeszłości w naszym kraju było kilka-kilkanaście przypadków odry w ciągu roku. Obawiam się, że w tym roku i w następnych latach liczba ta zacznie rosnąć do kilkuset, a nawet kilku tysięcy w najgorszym scenariuszu” – ocenił.(PAP)

Autor: Szymon Kiepel

kw/