O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Kulomiot Konrad Bukowiecki: jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa

Kulomiot Konrad Bukowiecki prezentuje w tym sezonie równą formę i z optymizmem szykuje się do startu najpierw w mistrzostwach Polski, a następnie Europy. "Mam głębokie przeświadczenie, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa" - zapewnił w rozmowie z PAP lekkoatleta.

Konrad Bukowiecki. Fot. PAP/Michał Meissner
Konrad Bukowiecki. Fot. PAP/Michał Meissner

Bukowiecki w tym sezonie startował już siedem razy. W każdym konkursie uzyskiwał wynik powyżej 20 metrów. Najlepiej poszło mu 8 lutego w Łodzi, gdzie pchnął 20,95.

"Nie są to wyniki, które mnie cieszą, ale z drugiej strony jeszcze rok temu oddałbym za nie wszystko. Widać stabilizację, ale życzyłbym sobie, żeby kula lądowała co najmniej pół metra dalej. Małymi krokami idę do przodu. Jestem zdrowy, nic mnie nie boli, mogę startować i z tego się bardzo cieszę" - przekazał Bukowiecki.

W niedzielnym mityngu Copernicus Cup w Toruniu w każdej próbie przekroczył 20 metrów i zakończył konkurs wynikiem 20,41.

"To był mój siódmy start w tym roku, więc jest ich naprawdę dużo. Nie ukrywam, że jestem zmęczony. Na pewno nie jest to najłatwiejsze pod względem fizycznym. Cały dzień czeka się na start w zawodach. Towarzyszy temu adrenalina. Drugą sprawą są podróże, które też męczą" - podkreślił.

W 2018 roku Bukowiecki pchnął kulą równo 22 metry i wciąż jest rekordzistą Copernicus Cup. Zwycięzcą tegorocznego mityngu w Toruniu został Włoch Lenardo Fabbri, który uzyskał 21,62.

"Trochę się obawiałem, że mój rekord zostanie wymazany. Minęło niemal równo siedem lat. Pamiętam, że to było 15 lutego. Życzę jak najlepiej moim konkurentom i kolegom, ale cieszę się, że ten rekord nie padł. Niech nie pchają dalej niż ja" - powiedział z uśmiechem.

W trakcie międzynarodowego mityngu Arena Toruń była wypełniona po brzegi, jednak podczas mistrzostw kraju w ten weekend nie jest spodziewana tak wysoka frekwencja.

"Mistrzostwa Polski raczej nie przyciągają takiej publiki, jak te komercyjne mityngi, w których startują gwiazdy z całego świata. Natomiast myślę, że polska lekkoatletyka jest na tak wysokim poziomie, że dla kibiców to też jest fajna rzecz, żeby przyjść i zobaczyć najlepszych sportowców w Polsce. Także serdecznie zapraszam do Torunia. Mam nadzieję, że kibice będą się bawić równie dobrze jak na Copernicusie" - zauważył.

Bukowiecki do halowych mistrzostw Polski przygotowuje się w Toruniu i liczy na zdobycie kolejnego złotego medalu.

"Teraz będę miał kilka dni wolnego i mam nadzieję, że w mistrzostwach Polski będzie dużo lepiej. Nie będzie co prawda Michała Haratyka, ale nie chcę mówić, że wygraną mam w kieszeni. To jest sport i wszystko się może zdarzyć. Wystartuje Szymon Mazur. To też jest zawodnik, który potrafi pchać ponad 20 m. Mam nadzieję, że będę walczył też o dobry wynik, a nie tylko o pierwsze miejsce. Powinno być dużo lepiej niż w Copernicus Cup" - zadeklarował.

Jak dodał jednak, start mistrzowski rządzi się swoimi prawami.

"Jest trochę więcej stresu. Najczęściej walczy się bardziej o miejsce, a nie o wynik" - dodał.

Najlepszy okres kariery Bukowieckiego przypada na lata 2017-19. Wówczas ustanowił rekordy życiowe na stadionie - 22,25 i w hali - 22,00. Dwukrotnie wygrał młodzieżowe mistrzostwa Europy. W 2017 roku w Belgradzie został halowym mistrzem Europy, a rok później zdobył srebrny medal ME na Stadionie Olimpijskim w Berlinie. Od 2020 roku często prześladowały go kontuzje i w ostatnich sezonach nie przekraczał bariery 22 metrów.

"Cieszę się, że mogę w pełni rywalizować. To jest mój pierwszy normalny sezon w hali po wielu kontuzjach. Mam nadzieję dotrwać w zdrowiu do końca, wystartować jak najlepiej i patrzeć w przyszłość z uśmiechem na twarzy. Jestem sportowcem, więc jakieś boleści mam, ale nic nie boli mnie na tyle, żebym musiał rezygnować z treningu" - wyznał.

"Ostatnie lata niestety wyglądały w ten sposób, że więcej kombinowałem co robić, żeby się bardziej nie uszkodzić, niż trenowałem tak, jak powinienem. Na razie jest dobrze. Realizuję założony plan. Teraz przyszedł czas, żeby osiąść w miejscu na trochę dłużej. Mam nadzieję, że to przyniesie efekty. Wewnętrznie czuję, że w mistrzostwach Polski będzie dobrze, ale to jest sport" - kontynuował.

27-latek zapewnił, że uprawianie sportu wciąż sprawia mu radość i nie ma blokady psychicznej podczas startów w zawodach.

"Robię to, co lubię. Pamiętam jak pchałem po 22 metry. Teraz potrzeba mi zdrowia, czasu i odrobiny szczęścia. Mam głębokie przeświadczenie, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa i mam nadzieję, że mój rekord życiowy się zmieni do końca mojej kariery" - wspomniał.

Halowe mistrzostwa Europy w holenderskim Apeldoorn potrwają od 6 do 9 marca. Bukowiecki zajmuje obecnie piąte miejsce na liście wyników. W tym sezonie lepsze osiągali Włosi Fabbri i Zane Weir, Rumun Andrei Rades Toader i Białorusin Aleks Tamaszewicz.

"Nie ma co ukrywać, że aby liczyć na medal ME trzeba pchać powyżej 21 metrów. Jednak poziom w tym roku nie jest bardzo wysoki" - ocenił.

Halowy sezon lekkoatletyczny zakończy się mistrzostwami świata w Nankinie, które zaplanowano na 21-23 marca.

"Mam duży problem z tymi zawodami. Po pierwsze nie planowałem startu, bo nie wiedziałem, że będę w tak dobrej formie. Spodziewałem, że będę się kręcił w okolicach 20 metrów, a nie 21. Nie przypuszczałem, że będę w czołowej +16+ na świecie. Skupiałem się na tym, żeby dobrze wystąpić w halowych mistrzostwach Europy i tydzień później w Pucharze Europy w rzutach w Nikozji. To jest impreza, na której jeszcze nigdy nie startowałem, więc bardzo chcę na nią pojechać" - tłumaczył.

"Najbliższe tygodnie pokażą, czy będę chciał pojechać na MŚ. Gdy będę pchał regularnie w okolicach 21 metrów, to głupio byłoby tam nie wystartować" - dodał.

Reprezentant Polski czuje się dobrze przygotowany fizycznie, ale ma przekonanie, że musi pracować jeszcze nad techniką.

"Jest bardzo dużo do poprawy. Dopiero od pół roku pcham bez bólu. Liczba oddanych pchnięć na treningu musi się zgadzać. Jest ich coraz więcej, więc każdy kolejny przepracowany tydzień stabilizuje moją formę i lepiej czuję się w kole. Do lata jest jeszcze dużo czasu. MŚ w Tokio są dopiero pod koniec września, więc powinno być dobrze. Obym wytrwał w zdrowiu" - zakończył Bukowiecki.

Autor: Maciej Gach (PAP)

mg/ pp/kgr/
 

Zobacz także

  • Berlin, Niemcy, 20.08.2018. Polka Lucyna Kornobys w finale konkursu pchnięcia kulą (klasa F33) podczas lekkoatletycznych mistrzostw Europy osób z niepełnosprawnością, fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

    Srebro Polaków na paralimpiadzie. Lucyna Kornobys wicemistrzynią olimpijską w pchnięciu kulą!

  • Klaudia Kardasz, fot. PAP/EPA/CHRISTIAN BRUNA

    Klaudia Kardasz odpadła w eliminacjach pchnięcia kulą

  • Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk Fot. PAP/Adam Warżawa

    Gradu medali nie będzie. Polacy poza finałem pchnięcia kulą

  • Michał Haratyk, fot. PAP/Adam Warżawa

    "W głowie miałem nawet srebro". Brązowy medal Michała Haratyka w pchnięciu kulą [NASZE WIDEO]

Serwisy ogólnodostępne PAP