Popowicz-Drapała: zawiedliśmy jako zespół [NASZE WIDEO]

2024-06-07 23:57 aktualizacja: 2024-06-07, 23:58
Marika Popowicz-Drapała. Fot. PAP/	Mikołaj Kuras
Marika Popowicz-Drapała. Fot. PAP/ Mikołaj Kuras
Polska sztafeta mieszana 4x400 m zajęła siódme miejsce w lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Rzymie. "Dziś zawiedliśmy jako zespół" - powiedziała PAP Marika Popowicz-Drapała.

W stolicy Włoch wygrali Irlandczycy, przed Włochami i Holendrami. Polacy biegli w składzie: Karol Zalewski, Marika Popowicz-Drapała, Maksymilian Szwed i Aleksandra Formella. Metę osiągnęli na ósmym miejscu, ale zdyskwalifikowani zostali Francuzi.

Christopher O'Donnell, Rhasidat Adeleke, Thomas Barr i Sharlene Mawdsley z Irlandii ustanowili rekord mistrzostw Europy - 3.09,92. Luca Sito, Anna Polinari, Edoardo Scotti i Alice Mangione pobili rekord Włoch - 3.10,69. Z kolei uznawani za faworytów Holendrzy, w składzie: Liemarvin Bonevacia, Lieke Klaver, Isaya Klein Ikkink i Femke Bol uzyskali czas 3.10,73.

Polacy wynikiem 3.15,32 zostali sklasyfikowani na przedostatniej, siódmej pozycji.

"Młodzi dostali dziś szkołę życia, bo musieli na trzeciej i czwartej zmianie gonić. Były trudne warunki. Dla mnie jest jednak najważniejsze to, że zawiedliśmy dziś jako zespół" - powiedziała najbardziej doświadczona w polskim mikście Popowicz-Drapała.

Dodała, że do igrzysk olimpijskich w Paryżu są dwa miesiące, a Polacy będą tam startować w glorii mistrzów olimpijskich z Tokio, więc trzeba zrobić "krok w tył i popracować".

"Dzisiejszy bieg pokazuje, że od pierwszej zmiany trzeba biegać z przodu, żeby się liczyć, nie tracić dużo na zmianach. Nie można +grzać tyłów+" - powiedziała zawodniczka z Bydgoszczy.

Jej zdaniem wyniki najlepszych trzech sztafet były w piątek na "kosmicznym poziomie".

"Zawsze łatwiej jest złożyć drużynę z dwóch mocnych dziewczyn i dwóch chłopaków, więc wszyscy na świecie szybko się uczą tej konkurencji. Każdy szuka szans medalowych, bo indywidualnie na 400 m jest bardzo trudno zaistnieć" - oceniła Popowicz-Drapała.

Jak podkreśliła, "trzeba patrzeć na to, co przed nami". "Mam nadzieję, że teraz to my odrobimy lekcję" - podsumowała.

Karol Zalewski narzekał na drugi tor, z którego ruszali Polacy. Mówił, że to takie "fatum", bo ten gorszy tor trafia się po raz kolejny. Szwed powiedział natomiast, że bardzo mocno zaczął, ale na końcu go "troszkę przykwasiło".

Z Rzymu - Tomasz Więcławski (PAP)

gn/